Przypadek kobiety, która przeszła traumę, udzielając pomocy ofierze wypadku drogowego i ostatecznie postanowiła zrezygnować z pracy, uwidacznia potrzebę zmiany przepisów dotyczących wypadków przy pracy.
Niedawno „Fakt” opisał sprawę kobiety, która, jadąc służbowym samochodem, wykonując obowiązki związane z pracą, była świadkiem wypadku drogowego. Zatrzymała się i udzieliła pomocy ciężko rannej poszkodowanej. Wezwała pogotowie i wykonywała czynności ratunkowe do czasu przyjazdu służb. Ofiara wypadku przeżyła.
Po zdarzeniu kobieta, która udzielała pomocy, zaczęła zmagać się z problemami natury psychicznej. Zdiagnozowano u niej zespół stresu pourazowego (PTSD) związany z wypadkiem. Przez ponad rok nie była zdolna do pracy, a następnie całkowicie zrezygnowała z zatrudnienia. Chciała, aby zdarzenie zostało zakwalifikowane jako wypadek przy pracy. Komisja powypadkowa uznała jednak, że nie miało ono związku z pracą. Sprawa trafiła do sądu. Ten uznał, że w chwili udzielania pomocy poszkodowanej kobieta przestała wykonywać czynności związane z pracą. W konsekwencji zdarzenia nie uznano za wypadek przy pracy. Stanowisko to podtrzymał sąd wyższej instancji.
– Ratowanie życia zasługuje na uznanie, ale samo w sobie nie przesądza o związku zdarzenia z pracą – mówi Łukasz Chruściel, radca prawny, partner w kancelarii CSP Chruściel Szybak Polewka. Jak zaznacza, w tej sprawie kluczowe jest to, czy podjęcie akcji ratunkowej oznaczało wyjście poza ramy wykonywanego zadania służbowego.
Więcej wypowiedzi:



